Wokół Iranu – bardzo szczerze...
Skutkuje to oficjalnym zakazem wstępu do tego państwa. Gdy w Parlamencie Europejskim wybrano mnie do delegacji, która miała udać się do Iranu i Kuwejtu to urzędnicy ambasady Islamskiej Republiki Iranu w Brukseli odmówili przedstawicielom protokołu dyplomatycznego europarlamentu nawet nie tyle wizy dla mnie (to oczywiste), co wręcz przyjęcia mojego paszportu. Wielokrotnie przemawiałem na konferencjach, spotkaniach,a nawet wiecach organizowanych przez przeciwników ajatollaha Chameneiego w Nowym Yorku, Paryżu, Berlinie, Strasburgu i Brukseli. Działo się to w czasie, gdy szereg moich kolegów – polityków, w tym także z prawicy odwiedzało z oficjalnymi delegacjami Teheran oraz pozytywnie wypowiadało się o władzy "mułłów" w tym kraju. Tyle tytułem wstępu- ważnego, bo pokazującego moją polityczną niechęć do obecnych władz Islamskiej Republiki Iranu (IRI).
Ataku USA na Iran spodziewałem się i pisałem o tym w moich artykułach. Samą więc "operacją militarną" USA i Izraela nie byłem zaskoczony ani też nie specjalnie się tym przejąłem. Jednak jestem realistą i uważam sugerowaną przez Amerykanów zmianę reżimu w Teheranie za skrajnie trudną. A jednak nie włożyłem T-shirtu z napisem "Nie płakałem po Chameneim", bo było by to barbarzyństwo i kojarzyłoby mi się z dziczą, która produkowała, sprzedawała i kupowała koszulki z napisem "Nie płakałem po papieżu" po śmierci naszego polskiego świętego Jana Pawła II. Porównuje mechanizm, a nie ludzi, bo dla mnie Karol Wojtyła był postacią wielką i pozytywną, a Ali Chamenei – nie.
Do tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie podchodzę z dystansem. Nie wyrażam ani pełnego poparcia dla USA, jak szereg polskich polityków, bo dostrzegam również negatywne konsekwencje tej amerykańsko-izraelskiej interwencji zbrojnej w postaci odwrócenia uwagi Waszyngtonu (i świata) od wojny w Europie Wschodniej, a także olbrzymie zyski dla Rosji – eksportera ropy z tytułu dużego wzrostu jej ceny.
Nie przyszło mi do głowy pójść do ambasady Iranu w Warszawie i wpisać się do wystawionej tam książki kondolencyjnej w związku ze śmiercią przywódcy IRI. A tak uczynił prezes partii Korona p. Grzegorz Braun. A jednak z niedowierzaniem zobaczyłem reakcję na ten krok ze strony ambasadora USA w Polsce. Amerykańskiemu dyplomacie po raz kolejny puściły nerwy i postanowił oceniać/potępiać polityka kraju w którym wykonuje swoją misję dyplomatyczną (sic!). Uważam to za poważny błąd pana ambasadora Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nie dlatego, że oburzyli się na to ludzie, którzy na co dzień są daleko od p. Grzegorz Brauna i jego Konfederacji Korony Polskiej – ale dlatego, że żaden ambasador w Polsce nie powinien w ten sposób publicznie wypowiadać się o żadnym polskim polityku.